To się nie opłaca

Social share: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter

Porażka w ostatniej bitwie kosztowała mnie nie tylko utratę zaufania, ale co najgorsze – pojazdu. Cóż są warte nawet najlepsze umiejętności, gdy nie można ich użyć? Miałem niby nieco odłożonych monet ale za mało, aby odbudować cały pojazd. Ledwo starczyło na podstawową kabinę, kilka kół i dwa karabiny.  Gdy ruszał, cały się trząsł jakby zaraz miał się rozpaść, a karabiny nadawały się co najwyżej do przestrzelenia kół. Pilot praktycznie się do mnie nie odzywał. Spoglądał czasem ponurym wzrokiem zapewne przeklinając dzień w którym na mnie trafił. Passa odwróciła się, gdy podczas jednego z wypadów na samotnego zwiadowcę Lunatyków trafiłem na patrol Knechtów. No wiecie – tacy „nowocześni” rycerze. Średniowieczna stylistyka, koła niczym wyrwane ze starych armat i dziwaczny język. Za moją ofiarę wypłacili nagrodę w postaci podejrzanie wyglądających monet i obiecali więcej, jeżeli jeszcze kilku pokonam.

– To się nie opłaca…. – wypalił spod nosa pilot.

Zignorowałem go – przed oczami miałem już wizję stosu monet za pokonanych wrogów i „skarbów” które mógłbym za nie kupić. Wskazałem mu wymownie środkowym palcem, gdzie jego miejsce i odpaliłem grata. Zatrzeszczał, zawył, wypluł chmurę czarnego dymu i kilka pocisków które zatrzymały się na rurze wydechowej, ale ruszył. Tego dnia stoczyliśmy jeszcze kilkanaście potyczek, a wizja zarobku dodawała skrzydeł. Powoli rósł stos monet, a wraz z nim wiara w siebie i szacunek członków klanu. Prócz monet, od czasu do czasu, trafiały się fanty w postaci kół, karabinów, strzelb i innych części służących do rozbudowy pojazdu. Już nie powracałem do garażu starym, rozklekotanym gratem – mały śmieszny pojeździk przypominający większą wersję quada przeobraził się w prawdziwą stalową bestię. Nawet pilot jakby rzadziej ponuro na mnie spoglądał, chociaż nadal niewiele się odzywał.

Gdy zebrałem już pokaźną sumkę monet zacząłem wymieniać je i część złomu na losowe kontenery od Knechtów. Kiedyś podobno był taki program w telewizji – Łowcy Okazji – kilku kolesi najpierw licytowało praktycznie w ślepo kontener śmieci, licząc na to, że znajdą coś ciekawego. Później próbowali opchnąć to co znaleźli. Kupowanie rzeczy od rycerzy w sumie niewiele się różniło – nigdy nie wiedziałeś co trafisz. Co prawda krążyły plotki, iż gdzieś ktoś kiedyś znalazł coś wartościowego, ale przeważnie trafiały się puszki sprayu, koła lub jakieś stare zwierzęce kości.

– Mówiłem że się nie opłaca…

Zignorowałem go jak zwykle. Inni też nie próżnowali – w obozie pojawiało się coraz więcej kontenerów, które z wypiekami na twarzy otwierano licząc na cud. Ale cuda się nie zdarzały, a magazyny puchły od niepotrzebnego szmelcu. Tylko ja uparcie odmawiałem otwierania własnych. Większość spoglądała z politowaniem i pukała się w czoło – oczywiście łącznie z pilotem. Tak minęły dwa długie tygodnie – cały czas na polu walki w poszukiwaniu celów, zbieraniu monet, złomu i zwożeniu kontenerów.

– Odjechali! Knechci odjechali!

W obozie panowało poruszenie – część nie dowierzała, niektórzy pytali skąd brać teraz kontenery, inni przeklinali swoją głupotę ciskając w dal niepotrzebne już nikomu monety.

– To co teraz? – zapytał pilot.

Spojrzałem wymownie na potężną stertę zamkniętych szczelnie rycerskich błyskotek.

– Czekamy.

Pilot powoli trawił odpowiedź. Wraz z trawieniem jego oczy lśniły coraz mocniej, a na twarzy zaczynał rysować się szelmowski uśmiech.

Social share: Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter

Spichris

Miłośnik wielu gatunków gier, nie pogardzi też dobrą książką czy filmem z gatunku fantasy i science fiction. Poza rozgrywkami wirtualnymi zajmuje się również łucznictwem, uwielbia gotować.

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Ci najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij